Moja dieta glodowa trwala 10 dni i gdy sie wreszczie skonczyla (mniej wiecej w czasie gdy wjezdzalam do Zona Cafetera) zaczelam nadrabiac jedzeniowe zaleglosci w stopniu conajmniej niewyobrazalnym. Tak to chyba jest z efektem jojo wlasnie:P Ale ja tu nie przyjechalam ani sie odchudzac ani tyc, wiec nie zwazajac na wszelkie "efekty" zaczelam kosztowac lokalnych smakolykow przejezdzajac przez kolejne male miasteczka.
W Bogocie bylo jeszcze gorzej (lepiej!:P). Rodzinka u ktorej mieszkalam skutecznie dbala o to, abym nigdy glodna nie byla i zdazyla zasmakowac wszystkich lokalnych przysmakow. Codziennie wiec przygotowywali cos innego tradycyjnego dzieki czemu kuchnie kolumbijska moglam poznac na wylot.
W kolumbijskich zoladkach dominuje ryz, banany, kukurydza i czerwona fasolka. To wszystko w bardzo bardzo dla nas, Polakow niewiarygodnych postaciach i odmianach. Chronologicznie wyglada to tak:
Inne typowe sniadanie to lekka zupa ziemniaczana, a do tego zawiniatka zwane envuelto. Jest to zolta, intensywna w smaku papka kukurydziana ciasno opatulona w kukurydziany lisc i w tym lisciu gotowana.
Ok 12, 1 przychodzi w tych stronach czas na obiad.
Najpierw zupa. W gestej kolumbijskeij zupie plywa wszystko! Jest kukurydza, ziemniaki, korzen juki, gotowane platany, w koncu duzy kawal miesa z koscia do "obgryzienia".
Typowy obiad wyglada wiec mniej wiecej tak:
Do obiadu pije sie przewaznie soki z przeroznych owocow lub agua panela czyli slodki cieply napoj koloru herbaty zrobiony na bazie cukru trzcinowego.
Co ciekawe taki obiad w mniejszej biedniejszej restauracyjce potrafi kosztowac 5-6 zl, co tym bardziej zacheca do jedzenia po kolumbijsku;)
Na kolacje przychodzi czas ok 20. Co do skladu jest podobna do obiadu, lecz nieco lzejsza. I nie ma zupy. Znow mamy ryz, kawalek miesa, ryby, gotowane warzywa czy smazone platany.
Na kolacje przychodzi czas ok 20. Co do skladu jest podobna do obiadu, lecz nieco lzejsza. I nie ma zupy. Znow mamy ryz, kawalek miesa, ryby, gotowane warzywa czy smazone platany.
Mmmmmm. W kolumbii jest przepysznie!
Ale ale... zeby nie bylo ze sie cudza kuchnia zachwycam, a naszej nie szerze, musze powiedziec, ze w podziekowaniu za goscine przygotowalam DWIESCIE PIEROGOW RUSKICH! Zajelo mi to 7godzin i nastepnego dnia mialam zakwasy i odciski od walkowania, ale bylo warto - Kolumbijczycy lubia pierogi! Najbardziej z pomidorowo cebulkowym sosem... :P
Ale ale... zeby nie bylo ze sie cudza kuchnia zachwycam, a naszej nie szerze, musze powiedziec, ze w podziekowaniu za goscine przygotowalam DWIESCIE PIEROGOW RUSKICH! Zajelo mi to 7godzin i nastepnego dnia mialam zakwasy i odciski od walkowania, ale bylo warto - Kolumbijczycy lubia pierogi! Najbardziej z pomidorowo cebulkowym sosem... :P
A skąd Ty wytrzasnęłaś odpowiedni twaróg na pierogi ruskie? Czy w Kolumbii mają taki twaróg?
OdpowiedzUsuńJeżeli hodują krowy, to i odpowiedni twaróg się chyba znajdzie - drobne różnice w smaku da się skompensować resztą składników. Trudniej by było robić ruskie na bazie owczego bądź koziego twarogu.
OdpowiedzUsuńPoza tym zdecydowanie podoba mi się kolumbijska definicja zupy. ^_^
Tu też bym wszystko zjadł. Ale uważaj - podobno mają tam przysmak w postaci cielaka wyciąganego z krowy przed urodzeniem! Jakbyś zjadła i po fakcie Ci powiedzieli co to było to napisz jak smakuje - podobno delikatny.
OdpowiedzUsuńHehe! Z serem nieco klopotu bylo - troche czasu spedzilam chodzac od sklepu do sklepu i probujac kolejnych rodzajow. Ale, faktycznie, w miare podobny udalo sie znalezc i wyszly pierozki calkiem prawdziwe i bardzo polskie:)
OdpowiedzUsuńCo zas do cielaka to nic mi jeszcze nie wiadomo, ale w miejscu, gdzie teraz jestem przysmakiem jest swinka morska! Kogo nie spotkam mowi, ze koniecznie musze sprobowac!:)