Zakupy na cztery dni w gorach i lapie stopa w strone Salento - przeslicznego malego miasteczka wypadowego na szlak. Jak to bywa ze stopem, sprawia same mile niespodzianki. Tym razem przesympatyczna parka Szwajcar + Kolumbijka nie chca pozwolic zebym wyladowala sama po zmroku glodna w deszczu w nieznanym miasteczku (ja to widzialam jakos bardziej rozowo niz oni i z pewnoscia bym sobie poradzila:P) wiec na poczatek zapraszaja do restauracji na tradycyjnego w tych stronach trucha con patacón, czyli pstraga z rozplaszczonym zielonym bananem smazonym w glebokim oleju (pycha!), a potem znajduja dach nad glowa u jakiejs znajomej krewnych znajomych.
Kolejny dzien przeznaczam na zwiedzanie miasteczka. W zasadzie sklada sie ono z duzego placu i jednej kolorowej uliczki pelnej malych sklepikow z wyrobami artystycznymi, wiec zeby obejsc wszystko nie trzeba wiele czasu. Jest niedziela, wiec po spacerze wraz z moja gospodynia wybieram sie na msze zobaczyc jak to w tych stronach wyglada. Faktycznie - jak pisal Cejrowski - w czasie modlitwy nie ma zgranego choru glosow jak u nas, lecz kazdy wypowiada slowa we wlasnym tepie. Powstaje totalny chaos. Cejrowski tlumaczy to tym, ze kazdy modli sie jak najglosniej moze zeby byc blizej Boga, przed wszystkimi. Zastanawia mnie tylko jedno: w jakim celu taki sam chaos powstaje gdy w czasie spiewu gitarzysta zacheca do klaskania w rytm, a rytm okazuje sie byc rzecza wzgledna? Doprawdy ciekawe zjawisko:)
W tym miejscu musze sie nieskromnie pochwalic, ze zrozumialam jakas 1/3 kazania, co oznacza, ze moj hiszpanski ma sie coraz lepiej. Na codzien jeszcze duzo rekami macham, ale jak jest potrzeba to juz potrafie sie dogadac. Zdecydowanie taki wyjazd to szkola jak zadna inna:)
Droga wiedzie najpierw przez otwarta baaardzo zielona przestrzen gdzie pod slawnymi palmami wypasane jest bydlo, pozniej zanurza sie w tzw Lesie andyjskim czyli gestej prawie-dzungli z typowymi dla And gatunkami roslin i zwierzat.
docieram do polonin
(to nie pizama tylko moje termiczne gorskie super wdzianko;))
(to nie pizama tylko moje termiczne gorskie super wdzianko;))
Rano okazuje sie ze pogoda nie ma zamiaru sie zmienic. Z zalem w sercu postanawiam odwrot. Schodze troche naokolo inna dolina. Przechodze na druga strone pasma i chmury zostawiam za bariera gor. Wreszcie moge pozachwycac sie widokami. Przepiekna polonina porosnieta dziwnymi kaktusowatymi roslinkami, gory gory i gory, a w dole rozlegla dolina.
Gdy wchodze w koncu w las jest juz dosc pozno i zwerzatka wypelzaja ze swoich kryjowek. Jest ich tyyyyyle i sa tak kolorowe ze nie moge sie nadziwic swiatem. Wedrujac tak lasem w dol doliny widzialam rzeczy niezwykle! Ale o tym na razie ciiiii... bedzie w nastepnym poscie:)
Gdy wchodze w koncu w las jest juz dosc pozno i zwerzatka wypelzaja ze swoich kryjowek. Jest ich tyyyyyle i sa tak kolorowe ze nie moge sie nadziwic swiatem. Wedrujac tak lasem w dol doliny widzialam rzeczy niezwykle! Ale o tym na razie ciiiii... bedzie w nastepnym poscie:)
calym swiatem jestem!
mna caly swiat!
rozwrzeszczany kolorowy las
i ogromniaste palmy raz jeszcze
Te gigantyczne palmy są super!!! Niesamowite!
OdpowiedzUsuńFajne kolory budynków w tym miasteczku:)Pzdr! :) Monika M
OdpowiedzUsuń